This website will not display properly without JavaScript enabled - Ce site ne peut pas s'afficher correctement sans JavaScript - Strony nie wyświetlą się poprawnie bez JavaScript.

« Le Monde Diplomatique » vs « Le Monde »

Kończąca się właśnie kampania wyborcza 2017 we Francji pokazała, że media francuskie są już jedynie trybuną unikalnej myśli, neoliberalnej, w której nie ma miejsca na różnorodność i sprzeczność opinii. Nawet Mediapart, dziennik sieciowy, który nadal rozgłasza, iż "jedynie abonenci mogą go kupić" uczestniczyl haniebnie w koncercie unisono mediów mainstream.
Pojawia sie pytanie "komu można jeszcze ufać w ojczyźnie Voltaire'a ?", a spojrzenie kieruje się naturalnie w stronę miesięcznika Le Monde diplomatique , który nigdy nie zhańbił swojej reputacji, i którego blog  jest referencją dla intelektualistów francuskich.

Jakim cudem miesięcznik należący do tej samej grupy prasowej co dziennik Le Monde, którego reputacja czernieje od 20 lat, jest w stanie oprzeć się presjom finansowym unikalnej myśli neoliberalnej ?

Szukając wyjaśnienia, trafiłem na artykuł z 2003 roku. Poniżej amatorskie tłumaczenie.


Le Monde i Le Monde Diplomatique

autor : Ignacio Ramonet

Kontrowersja, wywołana książką Pierre Péan'a i Philippe'a Cohen'a (1), skłoniła naszych czytelników do postawienia nam pytania dotyczącego naszych stosunków z "Le Monde" i jego kierownictem.

Obie gazety założył ten sam człowiek, Hubert Beuve-Mery. Początkowo, w 1954 roku, miesięcznik adresował sie głównie do środowiska dyplomatycznego. Kierowany był przez François Honti i redagowany przez dziennikarzy działu zagranicznego dziennika "Le Monde", którego linię edytorialną podzielał.

Zaczęło się to zmieniać w 1973 roku wraz z nominacją Claude Julien'a na kierownika. Odwołując się do współpracowników spoza redakcji "Le Monde", Claude Julien stworzył de facto linię edytorialną niezależną od linii edytorialnej "Le Monde". Sprzedaż wzrosła.

Miesięcznik pozostał pod kontrolą "Le Monde", którego był działem. Jego szef miał tytuł "Edytora”, oficjalnym dyrektorem miesięcznika pozostawał dyrektor dziennika... Dziennikarze z "Diplo" - były to wówczas dwie osoby - byli członkami Stowarzyszenia Redaktorów "Le Monde".

W 1980 roku, Stowarzyszenia Redaktorów "Le Monde" wybrało Claude Julien'a, dziennikarza z "Le Monde Diplomatique" na następcę dla ówczesnego dyrektora "Le Monde", Jacques Fauvet. Claude Julien'owi odmówiono jednak objęcia tej funkcji. To właśnie w tym okresie stosunki pomiędzy "Le Monde" i "Diplo" były najbardziej napięte.

Aby zapewnić nam niezależność redakcyjną, a równocześnie zabezpieczyć nas przed apetytami co poniektórych "hierarchów", Jacques Fauvet, przed odejściem ze stanowiska, przyznał Claude Julien'owi tytuł "dyrektora”.

Oznaczało to, że w ramach tej samej firmy istniały od tej pory dwa niezależne tytuły, "Le Monde" i "Le Monde Diplomatique", których redakcje nie miały ze sobą nic wspólnego. Nie było tak w przypadku innych publikacji firmy (np "Świata filatelistów", czy "Świata edukacji" ), które podlegały dyrektorowi "Le Monde". Dyrektorzy "Le Monde" honorowali niezależność naszej linii edytorialnej.

Ekipa "Diplo" nie zadowoliła się jednak wątłą autonomią. W latach 80. nadzorowała uważnie własną księgowość i, stopniowo, rachunkowość "Le Monde Diplomatique" stała się odrębną księgowością. Powołano nawet Radę Orientacyjną, która spełniała rolę Zarządu.

Na początku lat 1990, "Le Monde Diplomatique", którego sprzedaż nadal wzrastała, znalazł się w paradoksalnej sytuacji : był niezależną redakcją i niezależnie się rządził, niemniej pozostał częścią firmy "Le Monde". Był czymś na kształt autonomicznej enklawy.

Podjęliśmy wtedy walkę o filiację. Tezą było, że aby zachować naszą niezależność, a zarazem wyklaryfikować stosunki z "Le Monde", należy przekształcić "Le Monde Diplomatique" w filię grupy "Le Monde", czyli w oddzielną spółkę. Żaden z ówczesnych dyrektorów "Le Monde" nie zgodził się na to.

Zgodził się Jean-Marie Colombani. Podczas swojej kampanii wyborczej w 1994 roku obiecał nam, że - jeśli zostanie wybrany dyrektorem grupy - zaakceptuje nasze roszczenie. I dotrzymał słowa pomimo wrogiego nastawienia większości akcjonariuszy grupy.

Jean-Marie Colombani zgodził się odstąpić nam 49% udziałów w nowej spółce, "Le Monde Diplomatique" SA (spółka anonimowa) posiada dwóch udziałowców : Stowarzyszenie Gunter Holzmann (składające się z personelu "Diplo") i Stowarzyszenie Przyjaciół miesięcznika. Oba te stowarzyszenia razem posiadają 49% udziałów w spółce, to znaczy o wiele więcej, niż wynosi mniejszość blokująca (33,34%). Uniemożliwia to grupie "Le Monde" podjęcie jakiejkolwiek decyzji, która szkodziłaby jednemu z dwóch filarów naszej niezaleznosci : reformie statutu i podwyższeniu kapitału.

W istocie, nasz statut precyzuje, że dyrektor "Diplo" może być wybrany przez Radę Nadzorczą grupy "Le Monde" wyłącznie na wniosek Stowarzyszenia Gunter Holzmann. W konsekwencji : tymi, którzy wybierają sobie szefa, są pracownicy naszego miesięcznika.

Od 1996 roku poczynając, nasze analizy były wielokrotnie odległe od analiz dziennika "Le Monde". Podczas wojny w Kosowie na przykład, nasze analizy były przeciwstawne ; krytykowaliśmy projekt wprowadzenia grupy "Le Monde" na giełdę i ostrzegaliśmy przed niebezpieczeństwami nieustannego jej powiększania. Kierownictwo grupy honorowało nasze prawo do krytyki.


(1) La face cachée du Monde  (Ukryta strona Świata), książka Pierre'a Péan i Philippe'a Cohen, 2003


W 2001 grupa "Le Monde" została wprowadzona na giełdę i, od tej pory, jest nieustannie powiększana. Od tej pory również datują jej problemy z niezależnością linii edytorialnej.

Podobne posty