idzie niosąc przed sobą...
idzie niosąc przed sobą swoją ranę jak sztandar
swoje cierpienie niby łopocącą
chorągiew. Wszystko z niej uszło. To
czym tak długo się karmiła niby chcąc
wyrzucić z siebie lecz w istocie
wduszając do wewnątrz : z zadziwiającą
łatwością. Płachty
wiatru wokół jej głowy trzepoczą : i o co
ci chodzi ? czego naprawdę chcesz ? Oto
pytanie. Morze do którego tęskniła
w którym widziała ratunek i ukojenie
jest obojętne : duże śliskie zwierzę
nie z tego świata. I bardzo dobrze. Tak
właśnie ma być