Łagodny Bu
Tego dnia, gdy urodziła się Norka, zwinęłam sieci i wolno poszłam skrajem nieba. Za plecami długo jeszcze słyszałam cichnący płacz Łagodnego Bu – tak zwykle chciał mnie zatrzymać. Jak co dzień jednak szłam nie oglądając się, aż Ziemia zmalała mi pod stopami. Ja też stawałam się coraz mniejsza i mniejsza, aż w końcu znikłam zupełnie. W sieci została mi jedna błękitna rybka, której nie zauważyłam poprzednio, i kiedy niebo ogarnął wieczór, wypłynęła z sieci, tak jak co nocy Księżyc wypływa na niebo.