okazujesz mi pogardę nazbyt...
okazujesz mi pogardę nazbyt jawnie
nawet deszcz na twej twarzy jest moją winą
za dużo czasu w którym świeci słońce
ja długimi krokami pokonuję przestrzeń
między skrzydłem świtu a modlitwą nocy
śniegiem przeglądającym się w zastygłej wodzie
a oknem w niebie jak zielony księżyc
między mną
a mną
botaniczny ogród rośnie z twojej skóry
wąskie oczy zmieniają się w owoce
lecz okna w górze ani tego w dole
nie dotknie zgnilizna
przestrzeń między snem a snem
jest nie do pokonania