zofia beszczyńska

miasto rozchyla się przede mną...

miasto rozchyla się przede mną ostrożnie
stopniowo
odsłaniając delikatne wnętrze
skręcone sznury blizn
płaty tkanki narosłej na oparzeniach
tajemne groty dla korzeni drzew
i domów
krystaliczne lub cuchnące strumyki
ślady pozostawione
przez bezlitosne ludzkie ciała

przewodniczka o twarzy jak maska
z ruchliwą raną ust
nie może nic o tym powiedzieć
głos przepada pod łukami pamiętającymi
pochodnie i odór strachu
ludzi stłoczonych na małej przestrzeni
plecy z wolna pokrywają się szronem

prawda jest chłodno jeśli nawet na zewnątrz
słońce rozpalone żarem
i odwrotnie w deszczu słodycz światła
przenika przez wzgórze mozaikę kolorowych warstw
rozświetla liszaje murów

brodzę wśród traw nie chwytają mnie za łydki
nie chcą przytrzymać
wiedzą że i tak
zechcę tu wrócić

Poprzedni | Następny

Menu Zofi Beszczyńskiej: