Tajemnica
Karolina miała swoją Tajemnicę. Trzymała ją w szufladzie biurka. Ale pewnego dnia Tajemnica znikła.
Szukała jej wszędzie, nie znalazła. Ani w domu, ani na podwórku, ani nigdzie. Dzieci jeździły na rowerach, deskorolkach, grzebały się w piasku - nikt Tajemnicy nie widział. W piasku była tylko zniszczona łopatka, podarte plastikowe torebki i kawałek szkła. Lecz Tajemnicy ani śladu.
- Jak wyglądała? - pytali wszyscy.
- To tajemnica - odpowiadała Karolina.
I nikt nie umiał jej pomóc.
W końcu pomyślała, że porwało ją jakieś zwierzę albo Dziwna Istota.
Zgoda, Dziwne Istoty może wcale nie istnieją. Ale kto w takim razie mógł porwać Karolinową Tajemnicę?
Pies? Wiadomo, że on poluje tylko na kości i inne śmieci. Kot? Kotów cudze Tajemnice nie interesują. Dość mają własnych. Ptak? No może ptak... Zadarła głowę. Słyszała je wszędzie, ale niebo było puste. Musiały siedzieć w krzakach, na gałęziach drzew, na dachu śmietnika. Schowały się tak dokładnie, bo zawiniły? Już ona im pokaże!
Pobiegła do domu po okruszki, wysypała na chodnik. Przybiegł tylko pręgowany kot Tygrys. Był mądry i wiedział, że gdzie okruszki, tam zaraz będą ptaki. Ale tym razem i on się pomylił. Nie przyleciały.
- Czekasz na ptaki? - spytała pani Agnieszka, sąsiadka. - Pochowały się, bo idzie na burzę. Widzisz, jakie niebo?
Nie wiadomo czemu Karolina wolała nie mówić już o Tajemnicy. Westchnęła tylko i wróciła do domu.
Po chwili lunął deszcz. Schowali się wszyscy, nie tylko ptaki. Na podwórku w mgnieniu oka rozlały się ogromne kałuże. Karolina stała przy oknie i patrzyła, patrzyła.
Nagle aż podskoczyła. Spomiędzy chmur wyrwał się cienki jak igła promień słońca i kałuże rozbłysły. Na jednej pojawiła się i znikła tęczowa bańka. Niepodobna do niczego na świecie, chyba tylko do Karolinowej Tajemnicy. Chciała pobiec na dół i ją złapać, ale wiedziała, że nie warto. Kolorowa kula zniknie, ale po chwili może zjawić się nowa. I nowa, i nowa, bez końca.
Jak tamtego dnia, gdy w słońcu puszczała mydlane bańki. Jedna była tak piękna, tak niezwykła, że postanowiła ją zachować, i nie mówiąc nic nikomu pozwoliła jej wlecieć do pustej szuflady biurka. I dzisiaj zobaczyła, że jej tam nie ma.
Teraz już Karolinie nie było smutno. Jeżeli bańkę naprawdę porwały Dziwne Istoty - w końcu dlaczego by nie? - niech się nią cieszą do woli. Ona zawsze może sobie zrobić nowe Tajemnice, i za każdym razem coraz piękniejsze.
Kiedy tylko zechce.