O Wejściu i Wyjściu
Były raz sobie Wejście i Wyjście, które boczyły się na siebie stale.
Jedno nie mogło zrozumieć drugiego, drugie nie mogło zrozumieć pierwszego wcale.
Jedno ciągle chciało wchodzić, a drugie tylko wychodzić.
Nie mogły się pogodzić.
Jedno miało na sobie napis "Ciągnąć", a drugie - "Pchać".
Nie chciały siebie znać.
Jedno spoglądało na południe, drugie ku północy.
Nie chciały patrzeć sobie w oczy.
Ludzie wchodzili i wychodzili, wychodzili i wchodzili, bez przerwy.
A Wejście z Wyjściem myślało: Ach, żeby tak pokłócić się ze sobą wreszcie, bo to milczenie działa mi na nerwy.
A kiedy przyjdzie noc, ta jedna ważna noc w roku, mogłybyśmy się pogodzić i mieć już święty spokój.
Gdyby ludzie stąd poszli i w końcu zrobiło się miło, mogłoby się nam przydarzyć, o czym się nigdy żadnym drzwiom nie śniło.
Mogłybyśmy się zakochać i podać sobie ręce, a później wziąć ślub ze sobą i już nie gniewać się więcej
I przyszła noc magiczna, wszędzie było cicho i pusto.
A drzwi się pokochały i pobrały, i urodziły dziecko, które nazwały Lustro.
I wszyscy razem żyli długo i szczęśliwie.
I nikt się chyba temu nie dziwi, tak jak i ja się nie dziwię.
A co się stało z ludźmi, co tak bez przerwy wchodzili i wychodzili?
Tego już nie wiem. Może wy byście sami coś tu wymyślili?