zofia beszczyńska

O Wejściu i Wyjściu

Były raz sobie Wejście i Wyjście, które boczyły się na siebie stale.

Jedno nie mogło zrozumieć drugiego, drugie nie mogło zrozumieć pierwszego wcale.

Jedno ciągle chciało wchodzić, a drugie tylko wychodzić.

Nie mogły się pogodzić.

Jedno miało na sobie napis "Ciągnąć", a drugie - "Pchać".

Nie chciały siebie znać.

Jedno spoglądało na południe, drugie ku północy.

Nie chciały patrzeć sobie w oczy.

Ludzie wchodzili i wychodzili, wychodzili i wchodzili, bez przerwy.

A Wejście z Wyjściem myślało: Ach, żeby tak pokłócić się ze sobą wreszcie, bo to milczenie działa mi na nerwy.

A kiedy przyjdzie noc, ta jedna ważna noc w roku, mogłybyśmy się pogodzić i mieć już święty spokój.

Gdyby ludzie stąd poszli i w końcu zrobiło się miło, mogłoby się nam przydarzyć, o czym się nigdy żadnym drzwiom nie śniło.

Mogłybyśmy się zakochać i podać sobie ręce, a później wziąć ślub ze sobą i już nie gniewać się więcej

I przyszła noc magiczna, wszędzie było cicho i pusto.

A drzwi się pokochały i pobrały, i urodziły dziecko, które nazwały Lustro.

I wszyscy razem żyli długo i szczęśliwie.

I nikt się chyba temu nie dziwi, tak jak i ja się nie dziwię.

A co się stało z ludźmi, co tak bez przerwy wchodzili i wychodzili?

Tego już nie wiem. Może wy byście sami coś tu wymyślili?

Poprzedni | Następny

Menu Zofi Beszczyńskiej: