zofia beszczyńska

O Szarym Kamieniu

Był sobie raz Kamień, który nazywał się Szary. Wszystko w nim było szare: głowa i ciało, włosy i zęby, usta i oczy. Szary brzuch i ramiona, i nawet podeszwy od stóp. W dodatku Szary Kamień nie mógł zobaczyć niczego, co miałoby w sobie chociaż trochę innego koloru niż szary.

O szarej godzinie udawało mu się dojrzeć szarą mżawkę i szare pajęcze nici, niekiedy szaraka, szarą gęś lub gołębia, bardzo rzadko – szary oset lub sasankę.

Pewnego razu obok Kamienia przechodziła Księżniczka o Szarych Oczach. Włosy miała jak strumień, a zęby jak małe srebrne rybki. I właśnie ten strumień objął Kamień, i Kamień się zakochał. Wyciągnął do Księżniczki ramiona, ale co z tego, jeżeli mógł widzieć z niej tylko szare oczy? Jedno było dla niego Słońcem, drugie Księżycem.

Księżniczka zatańczyła wokół Kamienia – a może razem z Kamieniem – i zmęczona usnęła. Spała tak długo, aż nadeszła zima i spadł śnieg. Kamień z chłodu przytupywał szarymi stopami, ale nie miał odwagi się ruszyć, żeby nie zbudzić Księżniczki. Ciągle miał nadzieję zobaczyć znów na niebie Szary Księżyc i Szare Słońce. Wreszcie przyszła wiosna, śnieg stopniał, i Księżniczka się obudziła. Wtedy od wiosennego ciepła Kamieniowi i Księżniczce wyrosły skrzydła. Pofrunęli do góry i trzymając się za ręce usiedli na szarych, oblepionych mgłą gałązkach wierzby, gdzie właśnie zaczynały się rozpychać pierwsze szare pączki.

A pod drzewem popłynął strumień, w którym skakały wesołe srebrne rybki.

Poprzedni | Następny

Menu Zofi Beszczyńskiej: