zofia beszczyńska

O kurczaku Kubie, który się zakochał

Na pewnym podwórku żył sobie kurczak imieniem Kuba. Kuba nie interesował się wcale kurczakami w swoim wieku. Chociaż jego koledzy mieli już dziewczyny, on na żadną nawet nie spojrzał. Na swoje nieszczęście zakochał się w kaczce imieniem Matylda. Ona zaś, jak można się domyślić, wcale nie chciała go znać. Nie zwracała uwagi na jego rozmarzone spojrzenia, a gdy przechodził obok, głupio chichotała. I żeby mu zrobić na złość, umawiała się na randki z coraz to innym kaczorem, a raz nawet poszła na dyskotekę z indykiem! Tego już było za wiele. Kuba był tak zrozpaczony, że postanowił odejść z podwórka dokąd oczy poniosą.

Szedł tak i szedł, aż wreszcie rozbolały go nogi. Zobaczył, że stoi na trawie nad rzeką, postanowił więc trochę odpocząć. Usiadł i zanurzył pazury w chłodnej wodzie. Niestety trawa była śliska i Kuba zaczął się zsuwać w dół. A jak to kurczaki, nie umiał pływać. Zanim się spostrzegł, objęła go fala. Na próżno piał i machał skrzydłami - pogrążał się w rzece coraz bardziej. W chwili, gdy już tracił nadzieję, że uda mu się z niej wydostać, poczuł nagle na stopie czyjś miły dotyk. Był on tak miły, że Kuba nawet nie zauważył, że cały znalazł się pod wodą. Wiedział tylko, że zrobiło mu się bardzo przyjemnie. Obok niego znajdowała się przedziwna srebrzysta istota. Wyglądała jak ryba, ale zamiast łusek miała piękne kurze pióra. Uśmiechała się do Kuby całym dziobem - a może rybim pyskiem.

- Witaj - powiedziała - nazywam się Klotylda i od dawna już chciałam cię poznać. Nie bądź głupi i zapomnij o tej wstrętnej Matyldzie. Nie jest warta nawet najmniejszego twojego piórka. I nie masz co płakać, bo naokoło jest wystarczająco dużo wody. Żebyś wiedział, jakie rzeczy cię tu czekają!

Kuba był tak oszołomiony, że bez oporów pozwolił się wziąć za skrzydło i zaprowadzić do ślicznego domku wśród wodorostów. A gdy Klotylda postawiła przed nim talerz pełen apetycznych różowych glist, zapomniał o bożym świecie. Potem Klotylda nastawiła magnetofon i urządzili sobie taką dyskotekę, że wszystkie ryby, otumanione, poukładały się do snu na brzegu rzeki. Dopiero rano ze wstydem wróciły do wody.

Następnego dnia po śniadaniu Klotylda oznajmiła Kubie:

- Nie możemy tak razem mieszkać. Zdecyduj się: albo wracasz do siebie na górę, albo bierzemy ślub.

Kuba ani przez chwilę nie pożałował dawnego życia. Spodobało mu się nowe, u boku Klotyldy. Natychmiast się jej oświadczył, a ona bardzo się ucieszyła. Chwycili się za płetwę i skrzydło i popłynęli-
-pofrunęli szukać wieloryba, który udzielał ślubów. Wesele trwało trzy dni i trzy noce, a ryby tańczyły na nim razem z ptakami. W końcu niektóre z nich zapomniały, gdzie właściwie mieszkają albo nawet kim są, ale to już zupełnie inna historia.

Potem Kuba i Klotylda pofrunęli-popłynęli w podróż dookoła świata. Gdy wrócili, mieli już całe mnóstwo dzieci, które mogły żyć i pod wodą, i w powietrzu, umiały fruwać i pływać jednocześnie.

Nikt tylko nie wie, co stało się z kaczką Matyldą. Może po prostu przestała kogokolwiek interesować. Ale z drugiej strony kaczki, jak wiadomo, świetnie potrafią pływać, a nawet nurkować...

Poprzedni | Następny

Menu Zofi Beszczyńskiej: