Niebieski Kapturek
Była raz sobie dziewczynka, która miała wszystko niebieskie. Niebieskie oczy i kokardę we włosach, które były tak czarne, że wyglądały jak niebieskie. Z kolei zęby miała tak białe, że wyglądały jak niebieskie. Niebieskie miała też paznokcie u rąk, bo je pomalowała wodną farbą. Na brzuchu i udach zrobiła sobie niebieskie tatuaże za pomocą długopisu. Ubierała się też na niebiesko, nawet buty i majtki miała w tym kolorze, no bo jak wszystko, to wszystko.
Ale najbardziej lubiła swoją niebieską czapeczkę, którą dostała od cioci i przez którą wszyscy ją nazywali Niebieskim Kapturkiem.
Ciocia farbowała sobie włosy na niebiesko i używała niebieskich cieni do powiek. Mówiono też, że ma Niebieską Krew i nosi Niebieskie Pończochy, a w jej salonie wisiał portret Niebieskiego Chłopca, namalowany przez angielskiego malarza. Ale przede wszystkim była bardzo dobra dla Niebieskiego Kapturka.
Aż kiedyś ciocia zachorowała. Mama dała Niebieskiemu Kapturkowi koszyczek przewiązany niebieską wstążką, włożyła do niego książkę o Sinobrodym, białe wino w niebieskiej butelce i kawałek sera, który nazywał się blue, czyli niebieski - aha, i jeszcze kasetę z nagraniami bluesa, który nie wiedzieć czemu nosił nazwę czarny – i przed wieczorem, gdy powietrze robi się niebieskie, wysłała dziewczynkę w odwiedziny.
Do cioci nie było daleko, tylko parę ulic na krzyż. Niebieski Kapturek znał drogę na pamięć, a jeszcze miał przykazane, żeby nie rozglądać się nigdzie na boki. Ale co z tego, skoro dziewczynka poczuła, że musi, ale to koniecznie musi dołożyć ukochanej cioci coś od siebie. Niebieskie fiołki będą w sam raz! – myślała rozgorączkowana. - Muszą gdzieś stać panie z takimi małymi bukiecikami przewiązanymi niebieską nitką – w sam raz na szczupłą kieszeń Niebieskiego Kapturka.
Szła tak i szła, ale pań nigdzie nie było. Za to w powietrzu, które z niebieskiego zrobiło się granatowe, ujrzała przed sobą niezwykłe stworzenie. Z twarzy było podobne do chłopca, a z ciała – do ptaka. Od stóp do głowy, zakończonej wspaniałym niebieskim czubem, pokrywały je niebieskie pióra.
Dzieńdobry wieczór – powiedziało, a właściwie zaśpiewało uprzejmie, uśmiechając się od ucha do ucha. – A cóż to niesiesz w tym ślicznym niebieskim koszyczku?
Niebieski Kapturek miał oczywiście przykazane, żeby nie rozmawiać z nikim obcym, ale ten był tak dziwny, że wykrzyknęła:
- Ojej, a kim ty jesteś?
- Nazywam się Niebieski Ptak – wyjaśnił. Po czym sięgnął między pióra i wyciągnął mały pognieciony bukiecik. – A to coś specjalnie dla ciebie. Niebieskie jak ty cała – dodał przebiegle.
- Ach, przyda mi się dla cioci! – wykrzyknął Niebieski Kapturek uszczęśliwiony. - Jakiś ty miły, Niebieski Ptaku!
- Może pójdę razem z tobą... rzecz jasna, żeby cię obronić w razie czego. A może mi siądziesz na grzbiecie? Będzie szybciej... I daj, niech ci poniosę twój śliczny koszyczek.
Wtedy Niebieski Kapturek się zaniepokoił.
- Tam jest tylko serek blue! – wykrzyknął – a ptaki jedzą robaki! – I pędem ruszył przed siebie.
Kto wie, jak skończyłaby się ta historia, gdyby nie policjant w niebieskim mundurze. Spytał Kapturka o adres, a potem zaprowadził do cioci, która na szczęście nie była aż tak bardzo chora. Zaraz nakryła do stołu i razem zjadły serek blue i przeczytały historię o Sinobrodym. Włączyła też kasetę z bluesem, ale ta muzyka nie podobała się Niebieskiemu Kapturkowi za bardzo. Potem ciocia przenocowała siostrzenicę w niebieskiej pościeli, a rano odprowadziła do domu. Tak że wszystko skończyło się dobrze. Ciekawe tylko, co stało się z Niebieskim Ptakiem, a także bukiecikiem fiołków. Kwiatki może zgubiły się gdzieś po drodze, a Ptak - trafił do aresztu. Ale tego nie wiemy na pewno.