Drzewko Marzeń
Pewnego razu (a zdarzyło się to w poniedziałek) na podwórku zaczęła rosnąć nowa, nieznana roślina. Powolutku wysuwała listki i łodyżkę; e wtorek stała się większa, w środę jeszcze bardziej, w czwartek było ją widać z daleka i w końcu w niedzielę rano na podwórku rosło już drzewko. Nazwaliśmy je Drzewkiem Marzeń, nie tylko dlatego, że było bardzo ładne, ale dlatego że każdy mógł znaleźć na nim wszystko, czego najbardziej pragnął. Drzewko miało mnóstwo gałęzi, a każda była zupełnie inna.
Jedna dla tych, którzy chcą nic nie robić, czyli dla leniuchów.
Druga (pełna ciastek, batonów i innych przysmaków) dla łakomczuchów.
Trzecia dla małych dziewczynek lubiących plotki, lalki i wstążki.
Czwarta dla tych, którzy od wszystkiego wolą czytać książki.
Piąta dla chłopaków grających w piłkę i oglądających mecze.
Szósta dla turystów chodzących na wycieczki piesze.
Siódma dla grających w gry różne i na komputerze.
Ósma dla marzących, by mieć jakieś miłe i zupełnie własne zwierzę.
Dziewiąta... Ale już więcej nie mogę sobie przypomnieć, bo gałęzi było całe mnóstwo. Najważniejsze, że każdy czuł się szczęśliwy znajdując na drzewku to, co lubił najbardziej.
Tymczasem, jak to w niedzielę, dorośli wybierali się na spacer. Dzieci tym razem nie szły razem z nimi, bo przecież nie co dzień na podwórku wyrasta Drzewko Marzeń! Dlatego mamy z tatami (a także babciami lub dziadkami, no i psami, jeżeli akurat były w domu) poszli sobie na długą przechadzkę wzdłuż rzeki. Słońce grzało mocno, a niebo było błękitne jak niezapominajki, tak że prawie czuło się ich zapach. Potem były lody, a potem kino: dorośli też mieli swoje święto.
Powoli zbliżał się wieczór i niedziela się kończyła, było jej coraz mniej i mniej, ale dzieci były wystarczająco zmęczone tym dniem pełnym wrażeń.
Leniuchy, zajęte nic nie robieniem, oczywiście nie odrobiły lekcji na poniedziałek.
Łakomczuchów z przejedzenia rozbolały brzuchy i też nic więcej im się już nie chciało.
Dziewczynki znudziły się zabawą i plotkami, rzuciły w kąt kwiaty i wstążki, lalki i serwisy do kawy.
Książkowe mole przez czytanie zapomniały o świecie, też kolorowym i ciekawym.
Chłopcy-piłkarzy cały dzień rozgrywali mecze, jeden po drugim, niszcząc ubrania, tłukąc kolana, łokcie i głowy.
Piechurzy, w ciężkich butach i z plecakami wracali z wycieczki przez góry i lasy, łąki i rowy.
Komputerowcy omal nie stracili oczu przez to, co działo się na ekranie.
Zwierzątkowcy zajmowali się tylko zwierzętami, nie pamiętając o szkole, domu ani nawet mamie...
Nazajutrz był poniedziałek i w planie lekcja rysunków, na którą trzeba było przygotować pracę domową pod tytułem "Drzewko Z Bajki" albo "Moje Marzenia". Rano dzieci szły do szkoły wymachując blokami rysunkowymi, gdzie każde miało wymalowane Swoje Własne Drzewko Marzeń. Na podwórku jednak po Drzewku nie było śladu. Gdzie się podziało?
No właśnie.